piątek, 1 stycznia 2016

Fatalne mieszkanie

Davis (foto: Ja-siołek)
"Gość nadal przebywał w sypialni, ale już nie sam, tylko w towarzystwie - w drugim fotelu siedział typ, który przywidział się Stiopie w przedpokoju. Teraz było widać wyraźnie - pierzaste wąsiki, jedno szkło binokli połyskuje, a drugiego brak. Ale w sypialni działy się poza tym rzeczy znacznie okropniejsze: na pufie po jubilerowej rozwalił się w nonszalanckiej pozie trzeci kompan, przerażających rozmiarów czarny kocur z kieliszkiem wódki w jednej łapie i z widelcem - na który zdążył już nadziać marynowany grzyb - w drugiej.

Światło w sypialni, i tak słabe, zaczęło do reszty przygasać w oczach Stiopy. "A więc tak właśnie zaczyna się obłęd..." - pomyślał i złapał się za futrynę.

- Jak widzę, jest pan nieco zdziwiony, najdroższy dyrektorze? - zapytał Woland szczękającego zębami Stiopę. - A tymczasem nie ma się czemu dziwić. To po prostu moja świta.

Kocur akurat wypił wódkę i dłoń Stiopy zsunęła się po futrynie.

- A dla mojej świty potrzebne mi jest miejsce - mówił dalej Woland - tak że o kogoś z nas jest w tym mieszkaniu za dużo. Wydaje mi się, że tym kimś jest właśnie pan.

- Oni, oni! - koźlim głosem zabeczał długi kraciasty, używając w stosunku do Stiopy liczby mnogiej. - W ogóle oni w ostatnim czasie paskudnie się świnią. Piją, wykorzystując swoje stanowisko śpią z kobietami, ni cholery nie  robią, zresztą nawet nie mogą nic robić, bo nie mają zielonego pojęcia o tym.

Davis (foto: Ja-siołek)
- Służbowym samochodem rozjeżdża bez skrupułów! - naskarżył zagryzając grzybkiem kot.

Stiopa już prawie zupełnie osunął się na podłogę i słabnącą dłonią drapał futrynę, kiedy stał się świadkiem jeszcze jednego, czwartego już nadprzyrodzonego zjawiska we własnym mieszkaniu - wprost z trema, z tafli lustra wszedł do pokoju mały, o nieprawdopodobnie szerokich barach osobnik w meloniku na głowie. Z ust sterczał mu kieł zniekształcający jego i tak niezwyczajnie szpetny fizys. W dodatku był płomiennie rudy.

- Ja - włączył się do rozmowy nowo przybyły - w ogóle nie rozumiem, jak to się stało, że on został dyrektorem - rudy mówił coraz bardziej nosowym głosem. - Z niego przecież taki dyrektor, jak ze mnie arcybiskup.
Davis wskoczył na drzwi (foto: Ja-siołek)

- Ty nie przypominasz arcybiskupa, Asasello - zauważył kot nakładając sobie parówki na talerz.

- Przecież właśnie o tym mówię - oświadczył przez nos rudy i zwracając się do Wolanda zapytał z szacunkiem: - Czy można, messer, przepędzić go z Moskwy do wszystkich diabłów?

- Won! - jeżąc sierść ryknął nagle kot.

W tym momencie sypialnia zawirowała, Stiopa uderzył głową o framugę i tracąc przytomność pomyślał: "Umieram..."".

Michaił Bułhakow: Mistrz i Małgorzata; wyd. Czytelnik, Warszawa 1988

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz