"Mama Muminka usiadła w fotelu na biegunach i w zamyśleniu zaczęła kołysać się tam i z powrotem.- Czy to jest koniec świata? - zapytała mała Mi ciekawie.
- Wygląda na to - odpowiedziała Mimbla. - Postaraj się być grzeczna, jeśli jeszcze zdążysz, bo teraz już pewnie niedługo pójdziemy wszyscy do nieba.
- Do nieba? - powtórzyła Mi. - Musimy iść do nieba? A jak się można stamtąd wydostać?"
"Tymczasem Mimbla stojąc na schodach domu Muminków tak wołała, że aż zachrypła. Wiedziała, że Mi siedzi w którejś ze swoich rozlicznych kryjówek i śmieje się.
"Powinna mnie zwabić miodem - myślała Mi. - A potem, kiedy przyjdę, dać mi w skórę".
- Słuchaj, Mimblo - odezwał się Tatuś Muminka ze swego fotela na biegunach. - Jeśli będziesz tak krzyczeć, to ona nigdy nie przyjdzie.- Krzyczę tylko dlatego, żeby mieć czyste sumienie - wyjaśniła Mimbla. - Kiedy mama wyjeżdżała, powiedziała: "Zostawiam młodszą siostrzyczkę pod twoją opieką. Jeżeli ty nie potrafisz jej wychować, to nikt nie potrafi. Ja w każdym razie zaniechałam tego już na samym początku".
- Teraz cię rozumiem - powiedział Tatuś Muminka. - Krzycz sobie, jeżeli to cię uspokaja - dodał, po czym wziął kawałek placka z nakrytego do śniadania stołu, rozejrzał się ostrożnie i umoczył go w dzbanuszku ze śmietanką".
Tove Jansson: Lato Muminków; wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 1990
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz