Edgara Allana Poe. Jak przystało na opowiadanie grozy - zbrodnia zostania ukarana. A karę tę ześle... nasz czarny kot.
"Spełniwszy tę zbrodnię straszliwą, natychmiast i z wielką
przytomnością umysłu zakrzątnąłem się dokoła ukrycia zwłok. Zmiarkowałem, że
ani w dzień ani w nocy nie zdołam wynieść ich z domu, nie narażając się na niebezpieczeństwo zwrócenia
baczności sąsiadów. Kilka pomysłów przemknęło mi przez głowę. Była chwila, że
zamierzyłem pokrajać ciało na drobne kawałki i zniszczyć je ogniem. Potem
postanowiłem wyżłobić jamę w gruncie piwnicznym. Potem chciałem wrzucić ciało do studni podwórzowej
— potem zapakować je do skrzyni, niby towar na sprzedaż, z przestrzeżeniem
wszelkich stosownych pozorów i polecić posłańcowi, aby je wyniósł gdzieś — na miasto.
Ostatecznie zatrzymałem się na pomyśle, który, moim zdaniem, był najlepszy ze
wszystkich. Zdecydowałem się zamurować je w piwnicy na wzór mnichów średniowiecznych,
którzy podobno zamurowywali swe ofiary.
 |
| Rys.: Jasia Tyszkiewicz |
Piwnica bardzo odpowiadała wykonaniu podobnego zamiaru. Mury były
zbudowane niedbale i świeżo powleczone grubym pokostem tynku, któremu wilgoć
atmosfery nie dała stwardnieć. Ponadto — w jednym z murów tkwił występ,
utworzony ślepym kominkiem czy też rodzajem jaskini, pokostowanej i murowanej
tak samo, jak reszta piwnicy. Nie wątpiłem, iż uda mi się z łatwością wyważyć w
tym miejscu cegły, wtłoczyć tam ciało i zamurować wszystko w taki sposób, ażeby
niczyje oko nie zdołało wykryć nic podejrzanego.
I nie pomyliłem się w mych rachubach. Z pomocą obcęgów, bez żadnego
trudu, wyszarpnąłem cegły i, starannie przystosowawszy zwłoki do wewnętrznego
muru, utrzymałem je w tym położeniu aż do chwili, gdy całemu obmurowaniu przywróciłem
pozór pierwotny. Zaopatrzywszy się ze wszelkimi możliwymi środkami ostrożności
w zaprawę wapienną, piasek i szczerk, urobiłem tynk, którego nie można było
odróżnić od dawnego, i bardzo pilnie powlokłem nim nowo powstały mur. Dokonawszy
pracy, zauważyłem z zadowoleniem, iż wszystko udało się jak najlepiej. Mur nie
zdradzał najmniejszych śladów uszkodzenia. Z największą starannością usunąłem wszelki gruz, odarłem
— że tak powiem — ziemię ze skóry. Z triumfem rozglądałem się na okół i mówiłem
sam do siebie: „Tu przynajmniej trud mój nie pójdzie na marne!”
 |
| Rys.: Bartek Tyszkiewicz |
Pierwszym moim odruchem było — wypatrzenie zwierzęcia — przyczyny
tak wielkich nieszczęść, gdyż w końcu postanowiłem nieodwołalnie pokarać je śmiercią.
Gdybym je w tej chwili przyłapał, los jego byłby rozstrzygnięty. Lecz zmyślne
zwierzę zlękło się snadź wybuchów mego przed chwilą gniewu i postarało się o
to, aby nie napatoczyć mi się na oczy w obecnym stanie mego usposobienia. Ani
opisowi, ani wyobrażeniu nie podda się głębokie i błogie uczucie ulgi, którą
nieobecność nienawistnego zwierzaka wytworzyła w mym sercu. Nie zjawił się
przez noc całą, a przeto — od czasu sprowadzenia go do domu — była to pierwsza
dobra noc, gdy zasnąłem krzepkim i spokojnym snem. Tak, wyspałem się wespół
z ciężką zmorą zbrodni w duszy!
Przeminął drugi i trzeci dzień, a kot mój nie powracał. Raz jeszcze
westchnąłem jak wyzwoleniec. Potwór, gnany przestrachem, opuścił te miejsca raz
na zawsze! Nigdy go już nie zobaczę!
Wesele moje nie miało granic! Zbrodniczość potajemnego czynu
niepokoiła mię aż nazbyt niewiele. Dokonano dokładnie jakiegoś tam badania,
lecz zaspokojono się byle czym. Zarządzono nawet śledztwo, które — ma się rozumieć
— nic wykryć nie mogło. Uważałem moją przyszłą szczęśliwość za pewnik. Na
czwarty dzień po zabójstwie gromada agentów policyjnych wkroczyła do domu i
ponownie dokonała dokładnego przeglądu miejsca zbrodni. Ufny wszakże w niedostępność
skrytki, nie doznałem żadnego niepokoju. Urzędnicy zniewolili mnie do
towarzyszenia im w ich poszukiwaniach. Nie pominęli badaniem ani jednego zakrętu,
ani jednego kąta. Wreszcie po raz trzeci czy czwarty zeszli do piwnicy. Żaden
muskuł nie drgnął mi na twarzy. Serce moje uderzało spokojnie jak serce nowo
narodzonego. Szerokim krokiem zmierzyłem piwnicę od końca do końca, skrzyżowałem
dłonie na piersi i z ochotą przechadzałem się tu i tam. Policja była najzupełniej
zadowolona i sposobiła się do wyjścia. Radość mego serca była zbyt wielka, abym
podołał jej stłumieniu. Pałałem żądzą uronienia choćby jednego słówka, jednego
tylko słówka, aby w ten sposób zatriumfować i podwoić ich przekonanie o mojej
niewinności.
 |
| Rys.: Jasia Tyszkiewicz |
— Panowie — rzekłem wreszcie, gdy społem wchodzili na schody —
jestem oczarowany tym, że uciszyłem wasze podejrzenia. Życzę wam wszystkim pomyślnego
zdrowia i nieco większych zasobów ugrzecznienia.
Mimochodem, panowie, dorzucę, iż oto —oto przed wami dom krzepko zbudowany (pod
wpływem rozjuszonej żądzy wygłoszenia czegokolwiek z miną
zuchwałą zaledwo wiedziałem, co mówię). — Mogę twierdzić, iż jest to dom przedziwnie krzepko zbudowany. Te mury — czy
odchodzicie, panowie? — te mury są szczelnie spojone!
I tu przez rozszalałą do obłędu przekorność — uderzyłem z mocą
laską, którą miałem w ręku, akurat po tej części muru, kędy tkwił trup wybranki
mego serca.
 |
| Rys.: Jasia Tyszkiewicz |
O! niechże przynajmniej Bóg ma mię w swej opiece i niech mię broni
przed pazurami Arcydemona! Zaledwo echo mych uderzeń rozległo się w ciszy, a
jakiś głos odpowiedział mi z wnętrza grobu. Początkowo była to skarga stłumiona
i przerywana jak szloch dziecięcy, który wkrótce potem wezbrał w krzyk przeciągły,
donośny i nieprzerwalny, zgoła przeciwny wszelkiemu przyrodzeniu i nieludzki, w
wycie i skomlenie, na wpół pełne zgrozy, a na wpół triumfu, jakie może się wyłonić
jeno z czeluści Piekieł — potworne pianie, wydzierające się jednocześnie z
krtani męczonych skazańców i z gardzieli demonów zdjętych weselem potępienia!
Byłaby szaleństwem próba wysłowienia tego, co się działo we mnie.
Uczułem, że tracę zmysły i chwiejnym krokiem dobrnąłem do przeciwległego muru.
Przez mgnienie urzędnicy, stojąc na schodach, trwali nieruchomi,
drętwi od przerażenia. W chwilę potem tuzin rąk mocnych wściekłym rzutem dopadł
do muru. Mur runął jak jeden strzęp. Ciało, już sporo napoczęte
rozkładem i poplamione skrzepłą krwią, stało sztywnie przed oczyma widzów. Na
jego głowie z krwawą, na oścież rozwartą paszczą i z jedynym skrzącym się
ślepiem — gnieździło się wstrętne zwierzę, którego podstęp zniewolił mnie do zbrodni, a którego głos zdradziecki wydał mię w ręce
kata. Zamurowałem potwora w mogilnej wnęce!"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz